– Piłkarze dostali pozytywnego, mentalnego kopa i nasza zdobycz punktowa w rundzie rewanżowej daje im większy spokój w głowie. Nie gramy już z nożem na gardle, możemy spokojniej podchodzić do kolejnych meczów aniżeli w poprzedniej rundzie. Cieszę się, że bardzo dobrze wykorzystaliśmy okres zimowych przygotowań – mówi w rozmowie z Łączy Nas Piłka trener najlepszej drużyny rundy rewanżowej w Betclic 1 Lidze – Puszczy Niepołomice – Tomasz Tułacz, którego zespół wywalczył w tym roku 15 punktów na 18 możliwych.
Trenerze, obserwujemy ciekawe zjawisko w pierwszej lidze – zmasowany atak „Żubrów”.
Puściły śniegi, zakwitły przebiśniegi oraz krokusy i żubry ruszyły do boju! Moje „Żubry” wyszły z Puszczy.
Wyniki w tej części sezonu mówią jedno: wiosna Puszczy. Co kryje się za taką przemianą drużyny w porównaniu z rundą jesienną?
Zacznę od tego, że bardzo nas to wszystko cieszy. Na pewno sami piłkarze dostali pozytywnego, mentalnego kopa i nasza zdobycz punktowa w rundzie rewanżowej daje im większy spokój w głowie. Nie gramy już z nożem na gardle, możemy spokojniej podchodzić do kolejnych meczów aniżeli w poprzedniej rundzie. Cieszę się, że bardzo dobrze wykorzystaliśmy okres zimowych przygotowań. Zespół się zgrał, uniknęliśmy kontuzji i mimo wąskiej kadry dobrze – na ten moment – wyglądamy wiosną.
Ostatnio powiedział pan, że piłkarze Puszczy podchodzą do meczów z dużo większą wiarą i energią, co wywołuje uśmiech na pana twarzy. Jak szeroki?
Czuję dużą satysfakcję i zadowolenie, bo zbudowaliśmy bazę pod przygotowania do każdego kolejnego spotkania. Pozytywne nastawienie wpływa na lepsze zachowania, czy funkcjonowanie zespołu na boisku. W takiej atmosferze łatwiej przystępować do następnych wyzwań. Przed nami weryfikacja działań, czyli mecze ze Śląskiem i Polonią Warszawa.
Za wami seria czterech zwycięstw z rzędu, a z punktu widzenia kibica Puszczy najistotniejsze jest to, że w końcu wygrywacie u siebie. Jesienią: zero zwycięstw w Niepołomicach, wiosną: trzy. Waszym głównym celem było odczarowanie meczów domowych?
Nasz plan został skonstruowany pod utrzymanie w lidze z naciskiem na poprawę na własnym stadionie. Na liście priorytetów „dom” zajmował jedno z pierwszych miejsc. Musieliśmy się dobrze do tego przygotować, dobrać odpowiednią taktykę, aby lepiej punktować w Niepołomicach. Tych punktów najbardziej nam brakowało w rundzie jesiennej. Zmieniliśmy też podejście do tych spotkań – bardziej jednostkowo niż całościowo.
Czyli robić swoje? To akurat filozofia, której cały czas trzyma się pan w Puszczy.
Wykonaliśmy dużą pracę ze sztabem, żeby przekonać zawodników, że obrana taktyka będzie skuteczna na naszym boisku. Nie potrafiliśmy wygrać w roli gospodarza poprzez nieumiejętność dostosowania momentów gry do specyfiki naszego stadionu, boiska.
Czy do tego potrzebni się specyficzni piłkarze? Zimą pozyskaliście albańskiego napastnika – Amarildo Gjoniego, który bardzo dobrze wkomponował się w drużynę.
Jesteśmy bardzo zadowoleni z jego pozyskania. Daje nieprawdopodobną energię zespołowi – nie tyle na boisku, ale również w szatni. My nie potrzebujemy specyficznych zawodników, tylko piłkarzy świadomych, przekonanych o naszym planie na wygrywanie.
Lubi pan historię samurajów?
Bardzo!
Jeden z waszych zawodników pisze swoją historię w Puszczy. Kosei Iwao strzelił w tym sezonie sześć goli i zaliczył jedną asystę, ale większość z tego dorobku to jego dokonania w rundzie rewanżowej.
Pamiętajmy, że trafił do nas z trzeciej ligi. Mam satysfakcję, że w tracie swojej pracy w Puszczy cały czas udaje nam się wyciągać piłkarzy z niższych klas. I takich, dla których Puszcza nie jest przedpokojem, a wyzwaniem. Kosei jest bardzo skuteczny w drugiej rundzie, w stu procentach spłaca kredyt naszego zaufania w niego. On bardzo dobrze wkomponował się w naszą drużynę i bardzo mądrze wykorzystuje pracę zespołu – pressing, atak, ustawianie się w polu karnym. Piłka go szuka i wie jak zrobić z tego użytek. Chciałbym jednak docenić całą naszą kadrę – z pracy każdego z piłkarzy Puszczy jestem bardzo zadowolony. Wszyscy pracują na gole Iwao, czy Gjoniego.
W ofensywie wyróżniają się także, poza Iwao i Gjonim, Filipe Nascimento i Olaf Korczakowski. Oni wszyscy dobrze się uzupełniają.
Zgadza się. Dodałbym jeszcze Wojtka Hajdę, czy Mateusza Cholewiaka. Każdy z wymienionych odciska mocne piętno na ofensywie Puszczy. Ale ich zmiennicy mocno naciskają na treningach, przez co muszą trzymać dobrą formę.
Pan dobrze zna charakterystykę pierwszej ligi. Często pada argument o specyfice tych rozgrywek. W tym sezonie chyba mamy tego kulminację?
Jeśli mówimy o spłaszczonej tabeli, to spójrzmy na ekstraklasę. Na dziś typowanie pucharowiczów i spadkowiczów to wróżenie z fusów. Zostało dziewięć kolejek. Załóżmy, że np. Widzew łapie serię pięć zwycięstw z rzędu i nagle jest w pucharach. To samo ktoś z góry – wpadnie w dołek i może spaść z ligi. To wszystko tylko sprawia, że rozgrywki są ciekawsze. Tak samo jest z pierwszą ligą. Dużo emocji, nikt nie składa broni.
W sobotę Puszcza podejmie Śląsk, który awansował na pozycję wicelidera. I wy i oni są w dobrym momencie sezonu, bo z seriami zwycięstw.
Jedni i drudzy na fali. Śląsk jest bardzo doświadczonym i niewygodnym zespołem. Przeszli na ustawienie z trójką obrońców. W środku pola operuje dwóch zawodników z obyciem ekstraklasowym i ograniem na poziomie pierwszej ligi [Michał Mokrzycki i Patryk Sokołowski – przyp. aut.]. Mają bardzo skutecznych, ofensywnych zawodników z przodu. Spróbujemy im się przeciwstawić, ale zrobimy co w naszej mocy, żeby zagrać tak, aby zdobyć trzy punkty.
Czytaj więcej na laczynaspilka.pl
